Moje pierwsze wspomnienie z grami to bodajże 12-letni dzieciak, który na Gwiazdkę dostał Gothica II Noc Kruka. Pierwsza poważna pełna gra, w która grałem i jednocześnie gra, która najwięcej razy przeszedłem w życiu, bo ponad kilkanaście i znam już właściwie na pamięć. Ot, efekt pierwszeństwa. Ile ona dała mi radości, zabawy, frustracji, satysfakcji i wspomnień, to jest niesamowite. Piękna sprawa! Potem były inne gry i wcale nie przeszkadzało to w zbieraniu nagród za najlepsze wyniki edukacyjne w całej szkole podstawowej i gimnazjum.
Szkoła średnia, tak zwane elitarne II Liceum Ogólnokształcące w Poznaniu – to już trochę inna historia, bo tam faktycznie byli lepsi ode mnie, a olimpiady przedmiotowe okazały się za trudne. Jakkolwiek intensywny był to czas, to właśnie wtedy zaliczyłem trylogię Mass Effect, gdzie zdegustowany jakością polskiego dubbingu, zmierzyłem się po raz pierwszy z gra w całości po angielsku. Wielkie dzieło, wspaniała historia, polecam każdemu. Mordin na Tuchance do dziś wywołuje u mnie ciary. Czas pierwszej, niezbyt udanej miłości no i czas, w którym na dobre zainteresowałem się psychologią, głównie dzięki kółku psychologicznemu i wspaniałej pani Bogusi. Był to azyl, sanktuarium w elitarnym liceum pełnym hipokryzji, propagandy sukcesu, gaslightningu i przemocy w różnych odsłonach (oczywiście w dobrej intencji!), dający poczucie bycia akceptowanym wspieranym i wyjaśniający tajemną podówczas rzeczywistość. W liceum rozpocząłem tez kilkuletnią karierę dziennikarza sportowego zajmującego się siatkówką. Komentowałem mecze w radiu internetowym – fajna zabawa była, dużo pozytywnych wspomnień.

Po ukończeniu „humana” i dobrze zdanej maturze (to dziś mnie zaskakuje jak bardzo niewspółmierne było ciśnięcie na ten egzamin i straszenie nim w porównaniu do jego realnej trudności, nawet przedmiotów rozszerzonych) przeprowadziłem się do Warszawy i rozpocząłem studia psychologiczne na Uniwersytecie Warszawskim w ramach Międzyobszarowych Studiów Humanistycznych i Społecznych. Dzięki wsparciu rodziców w dużej mierze i, oczywiście, na przekór całej ówczesnej klasie, która, w większości, wybrała prawo. Zawsze byłem trochę buntownikiem. Wtedy też po raz pierwszy zasiadłem do Wiedźmina 3 – naszego rodzimego arcydzieła na bazie książek Andrzeja Sapkowskiego. Wybitna gra, mimo 10 lat nadal potrafi cieszyć, wzruszać, smucić i prowokować przemyślenia. (tu spoiler alert – jak przeszedłeś zobacz adnotację pod tekstem.) Absolutnie mistrzowski dubbing w gwiazdorskiej obsadzie – warto dodać.
Studia to był dobry czas, intensywny, zaangażowany, pełen pięknych wspomnień i wartościowych doświadczeń, zwłaszcza jeśli chodzi o zajęcia warsztatowe, na których siedzieliśmy w kółeczku i rozmawialiśmy i Koło Psychologii Sportu UW. Jedyną wadą, pomijając pomniejsze problemy organizacyjne, był brak wdrożenia do zawodu i płynnego przejścia od studenta do profesjonalisty. Próbowałem więc na własną rękę ogarnąć różne prace – z dziennikarstwa radiowego za bardzo pieniędzy nie było, a widoki na profesjonalizację marne, więc z tego zrezygnowałem. Próbowałem zostać sędzią siatkarskim, ale nie zdałem kursu (zapewne za brzydkie pismo, wcale nie jest takie złe!) Pod koniec studiów już udzielałem konsultacji dla graczy i chciałem nawet rozkręcić biznes związany z szkoleniami z umiejętności miękkich, ale wtedy wybuchła pandemia i zrobiło się bardzo niepewnie.

Podczas studiów zacząłem grać w League of Legends, nawet miałem swoje drużyny, ale ani bycie graczem ani trenerem nie do końca spełniało moje ambicje. Nie, mnie zawsze najbardziej interesowała psychika, i to w kontekście zdrowia i rozwoju, edukacji, a niekoniecznie w kontekście robienia nauki, klinicznym czy biznesowym. Taką też specjalizację na studiach obrałem. Wykorzystałem swoje doświadczenia gamingowe by napisać pracę magisterską o regulacji emocji wśród graczy i wpływie posiadania wachlarza technik na rangę. Okazał się nieistotny (jednak co talent i praktyka to talent i praktyka) przynajmniej dla szerszej populacji graczy. Ostatecznie obroniłem pracę online i zostałem magistrem bez perspektyw na pracę…
Był to zły czas, pełen bierności, bezsensu i beznadziei. Z tego czasu wydobyłem bardzo ważną dla mnie życiowo myśl „nie ma radości w bierności. Radość zawsze jest w działaniu”. Człowiek musi działać, pracować, robić rzeczy dla siebie i innych by być szczęśliwym. Dużo wtedy grałem w Elder Scrolls Online, dowodziłem grupami rajdowymi, byłem naprawdę niezłym graczem, jednak problemy z komputerem, internetem, później rozpoczęcie pracy , a przede wszystkim złe decyzje deweloperów (przynajmniej w mojej ocenie) doprowadziły do mojej rezygnacji z tegoż tytułu. Jednakże zdobyta dzięki grze pewność we władaniu angielski pozwoliły mi, w kolejnych latach zdać CAE, kurs CELTA i CPE i zostać nauczycielem angielskiego. Wdrożenie do pracy było trudne i stresujące, ale dałem radę, polubiłem tę pracę – w końcu to praca z ludźmi, bardzo podobna do psychologicznej, tylko trenowana umiejętność nieco twardsza i przez to metody inne.


Dzięki jeszcze innej grze, pewne rosyjskiej produkcji mobilnej, poznałem moją przyszłą żonę, Kasię. Oświadczyłem się w 2024, ślub wzięliśmy rok później, świadkiem został mój wieloletni kompan w Ligę Legend i ESO – Cyprian, a lwia część prezentów poszła na Akademie Psychologii Sportu by wreszcie móc porządnie, kompetentnie i z sensowną autopromocją pomagać graczom w znajdywaniu balansu między graniem, a życiem. Bo gracz to przede wszystkim człowiek, która ma ciało, relacje, problemy, własną historie i cele. Podjąłem więc decyzję by zająć się tą misja profesjonalnie. By dobrze poczuć atmosferę esportu, sam zdecydowałem się na zastosowanie na sobie już kilka lat temu, elementów treningu mentalnego, technik wyznaczania celów w wybranym tytule esportowym. Wybór padł na EA FC (dawniej FIFA), które zainspirowało mnie do zadbania o własne ciało i regularnego kopania piłki realnej.

Mam nadzieję, że historia mojego życia pokazuje, że można dużo grać i jednocześnie całkowicie dobrze sobie radzić w życiu, a może i lepiej niż bez gier i że gry pomagają w przezwyciężaniu trudności i kryzysów, a nie je powodują. Jestem przekonany, że większość problemów graczy nie bierze się z natury istnienia programu komputerowego, ale z błędnego podejścia do niej oraz z szeregu mankamentów świata pozagrowego np. przemocowej rodziny, marnej edukacji , problemów z pracą czy finansowych. Jednocześnie jestem świadom istnienia, nie tak oczywistych, zagrożeń związanych z cyfrową rozrywka i chcę im zapobiegać.
Zapraszam do zapoznania się z ofertą i kontaktu
Aleksander Brych
Spoiler alert: kto nie płakał po śmerci Vesemira ten nie ma uczuć, Titanic to małe piwo.
Spolier alert. Mordin na Tuchance https://www.youtube.com/watch?v=3-_X9Tsg0Fc&